|
|
wtorek, 21 lutego 2012
„ chciałabym ofiarować coś, czym mógłbyś cieszyć się każdego dnia, o każdej godzinie, w każdej chwili... pragnę, by tych kilka stron choć po części ukazało Ci ogrom mojego uczucia. Dziwny to sposób, ale i my jesteśmy dziwni, nie uważasz”
trudno mi uwierzyć, że to już tyle lat, że to było tak dawno. wciąż siedzę w pustce pozostałej po Tobie i chociaż wlewam ciągle nowe, to ogrom tego miejsca jest nie do wypełnienia. Czasem wstaje i przechadzam się po niej jak po swoich włościach. Podlewam rośliny i dogląduje swoich skarbów. Zwykle wycieram kurze ze starych portretów, układam listy a potem szukam nowych, chwilę temu niepamiętanych wspomnień.
Uwielbiam te listy. Uwielbiałem je dostawać, czytać i czekać na następny. Każde słowo, każdą stronę, nawet pismo. Języki igreków i efy... i te zawijasy przy pierwszej literze, które wydawały mi się takie dziecinne. Mówiłem Ci jak ważne dla mnie były te listy? Nie potrafię ująć słów by były tak prawdziwe i nie potrafię zapisać strony bez rozmazanego atramentu.
niedziela, 14 listopada 2010
środa, 08 września 2010
pewnego dnia dojde do miejsca gdzie nie bedzie juz Ciebie. mylilem sie myslac ze juz tam jestem. obudzil mnie dzis Twoj smiech... smialas się dziś? a moze to byl placz?
czwartek, 09 lipca 2009
jeśli złapał bym złotą rybkę, spotkał Dżina, wróżkę, podpisał cyrograf z diabłem na skrzyżowaniu, o co bym prosił... jak zawsze o więcej życzeń. mam tu długą listę.
O co Ty byś prosiła? Jakie są Twoje marzenia?
piątek, 13 lutego 2009
chciałbym dzielić się z Tobą całą radością, która mnie otacza. szczęściem, które choć wycieka przez palce, trzymam w dłoni. całym pięknem spotkanym na drodze dla więcej niż jednej pary oczu... i tym zachwytem co pozostaje "na potem". pokazać to wszystko co nawet przez chwilkę chciałaś, chciałabyś kiedyś zobaczyć.
tak bardzo chciałbym tylu jeszcze rzeczy
wtorek, 26 sierpnia 2008
Można móc tyle różnych rzeczy... Można marzyć o tylu różnych rzeczach...i można marzyć ciągle o tym samym.
sobota, 26 lipca 2008
pewnego dnia może Cie spotkam, pewnego dnia moze dotkne Twoich wlosow. moze kiedys zatanczymy znowu razem. lubie ta czesc moich marzen...
niedziela, 20 kwietnia 2008
"uswiadomilem sobie,
wlasnie teraz, ze nie znasz, ze nie wiesz jak wyglada moje nowe "tu".
poza moja glowa, nigdy Cie tu nie bylo... pokoj
jest prosty, nie az tak krzykliwy jak poprzedni... niebieski z
bialymi kawalkami scian. czyms co kiedys mialo byc bialym sufitem ba!
moze nawet kiedys bylo... i para okien patrzacych na "tam"-ta
czesc tego miasta. na scianach ( tych bialych jej kawalkach )
znajduja sie szczkice techniczne, niektore kawalki sa szkicami, nie
zawsze technicznymi, ale zwykle przed umieszczeniem kolejnego kawalka
bialej sciany, nie usuwam poprzedniego. wiec moje "tu"
ulega ciaglemu zmniejszaniu sie... posiadam takze drzwi, uchylne w
jedna tylko strone, loze w kolorze poscieli i prawie japonski stolik,
ktorego tylko mi znana tajemnica jest uszczerbek na lewej czesci
zdrowia, sprytnie jednak zakamuflowanego rogu. tak naprawde znajduje
sie tu jeszcze wiele innych przedmiotow, ktore nie zasluguja na
jakikolwiek opis z tego wzgledu, ze sa one szafka, krzeslem, biurkiem
przy ktorym teraz siedze i polkami z wszystkim tym co na nich moglo
sie zmiescic. na scianach jest jeszcze kilka ram, wlasciwie to
antyram, jednak wiekszosc z nich posiada w srodku jedynie czarny
podlkad, nie przedstawiajacy zadnej tresci... ciagle nie wiem co
umiescic w srodku. wysoko nad moja glowa, czasem chyba nawet nad
sufitem, bywa kurzawa moich mysli, a tuz przy miejscach w ktorych
zwykle siedze wkrada sie twoj zapach, nigdy nie bede wiedzial
skad. niestety jest jeszcze balagan. pootwierane ksiazki, tuz przy
twoim zapachu, i kilka gazet juz bez tej mistycznej mocy pierwszego
otwarcia. wszedzie jestes jeszcze TY. choc nigdy tu nie bylas,
potrafie wyobrazic sobie Ciebie wszedzie. gdy czytasz, gdy piszesz,
gdy spisz. jak wchodzisz wracajac z tam-tad, jak siegasz po kubek
slodkiej kawy z duza iloscia mleka. jak jesz platki na sniadanie, jak
wracasz z kapieli. najbardziej i tak fascynuje mnie ten zapach...
dzis nie bede pisal o tym,
ze marze tylko o tym by obudzic sie obok Ciebie. obudzic sie i
zobaczyc Cie wchodzaca do pokoju wprost z kapieli. obudzic sie i moc
zrobic Ci sniadanie. obudzic sie jutro i wypic z Toba kawe. obudzic
sie i czekac, czekac na ten moment gdy otworzysz oczy... gdy sie do
mnie usmiechniesz... gdy ucieszy Cie moj widok. obudzic sie i wtulic
sie delikatnie w twoje cialo, objac jak najwiecej. obudzic sie i moc
Cie pocalowac. obudzic sie i nie chciec juz nigdy zasnac... dzis
nie bede pisal o tym, ze tesknie za twoimi skarpetkami na zimne noce,
za czytaniem na glos. za sniadaniowym zagladaniem w okna z
naprzeciwka. za zgadywaniem skladu margaryny. za swierzymi bulkami,
za truskawkami ze smietana. za wyprawami na dlugie zakupy, choc
zawsze tak szybko sie irytowalem. za wyprawami do kina, za
koncertami. za kazda chwila w ktorej bylas..
muzyka, kawa...
marcepanowa... jest tam tez troche wanilii, moge Cie odnalesc w tym
zapachu... nie smial bym prosic o nic wiecej teraz...
dobranoc... i wielkie dziendobry na jutro
... kanapka z
serem..."
Czy potrafie napisa coś ponadto, co
zostało już napisane? Czy po przebytych kilometrach, kolejnych
porankach i zmianach mojego „tu” cos się we mnie zmieniło..?
chyba tak. Nie uczucie, ale swiadomosc.
Jestes, zyjesz w mojej glowie. I Tu
pozostaniesz. Tego nikt nie zdola mi odebrac.
„marze, (...) by obudzic się obok
Ciebie”
wtorek, 28 sierpnia 2007
czwartek, 05 lipca 2007
kolejny deszczowy dzien... klawiatura, mysz, monitor... tylko te slowa gdzies mi umkly... bylo tak wiele. o snach. o Tobie w nich. o mijanych tlumach. o poszukiwaniu choc czastki Ciebie w ich twarzach. podobnego usmiechu, gestu, kaprysu, czegos co przytoczy mi jakies nowe, swierze wspomnienie. o bezsensownosci tego wszystkiego. jak bardzo chcialbym Cie tu spotkac, jak bardzo jest to nierealne i dlaczego tak szukam... moze jutro bede mogl wiecej napisac... moze jutro nic mi nie umknie... moze jutro Cie spotkam.
|