"uswiadomilem sobie,
wlasnie teraz, ze nie znasz, ze nie wiesz jak wyglada moje nowe "tu".
poza moja glowa, nigdy Cie tu nie bylo...
pokoj
jest prosty, nie az tak krzykliwy jak poprzedni... niebieski z
bialymi kawalkami scian. czyms co kiedys mialo byc bialym sufitem ba!
moze nawet kiedys bylo... i para okien patrzacych na "tam"-ta
czesc tego miasta. na scianach ( tych bialych jej kawalkach )
znajduja sie szczkice techniczne, niektore kawalki sa szkicami, nie
zawsze technicznymi, ale zwykle przed umieszczeniem kolejnego kawalka
bialej sciany, nie usuwam poprzedniego. wiec moje "tu"
ulega ciaglemu zmniejszaniu sie...
posiadam takze drzwi, uchylne w
jedna tylko strone, loze w kolorze poscieli i prawie japonski stolik,
ktorego tylko mi znana tajemnica jest uszczerbek na lewej czesci
zdrowia, sprytnie jednak zakamuflowanego rogu. tak naprawde znajduje
sie tu jeszcze wiele innych przedmiotow, ktore nie zasluguja na
jakikolwiek opis z tego wzgledu, ze sa one szafka, krzeslem, biurkiem
przy ktorym teraz siedze i polkami z wszystkim tym co na nich moglo
sie zmiescic. na scianach jest jeszcze kilka ram, wlasciwie to
antyram, jednak wiekszosc z nich posiada w srodku jedynie czarny
podlkad, nie przedstawiajacy zadnej tresci... ciagle nie wiem co
umiescic w srodku.
wysoko nad moja glowa, czasem chyba nawet nad
sufitem, bywa kurzawa moich mysli, a tuz przy miejscach w ktorych
zwykle siedze wkrada sie twoj zapach, nigdy nie bede wiedzial
skad.
niestety jest jeszcze balagan. pootwierane ksiazki, tuz przy
twoim zapachu, i kilka gazet juz bez tej mistycznej mocy pierwszego
otwarcia.
wszedzie jestes jeszcze TY. choc nigdy tu nie bylas,
potrafie wyobrazic sobie Ciebie wszedzie. gdy czytasz, gdy piszesz,
gdy spisz. jak wchodzisz wracajac z tam-tad, jak siegasz po kubek
slodkiej kawy z duza iloscia mleka. jak jesz platki na sniadanie, jak
wracasz z kapieli.
najbardziej i tak fascynuje mnie ten zapach...
dzis nie bede pisal o tym,
ze marze tylko o tym by obudzic sie obok Ciebie. obudzic sie i
zobaczyc Cie wchodzaca do pokoju wprost z kapieli. obudzic sie i moc
zrobic Ci sniadanie. obudzic sie jutro i wypic z Toba kawe. obudzic
sie i czekac, czekac na ten moment gdy otworzysz oczy... gdy sie do
mnie usmiechniesz... gdy ucieszy Cie moj widok. obudzic sie i wtulic
sie delikatnie w twoje cialo, objac jak najwiecej. obudzic sie i moc
Cie pocalowac. obudzic sie i nie chciec juz nigdy zasnac...
dzis
nie bede pisal o tym, ze tesknie za twoimi skarpetkami na zimne noce,
za czytaniem na glos. za sniadaniowym zagladaniem w okna z
naprzeciwka. za zgadywaniem skladu margaryny. za swierzymi bulkami,
za truskawkami ze smietana. za wyprawami na dlugie zakupy, choc
zawsze tak szybko sie irytowalem. za wyprawami do kina, za
koncertami. za kazda chwila w ktorej bylas..
muzyka, kawa...
marcepanowa... jest tam tez troche wanilii, moge Cie odnalesc w tym
zapachu...
nie smial bym prosic o nic wiecej teraz...
dobranoc...
i wielkie dziendobry na jutro
... kanapka z
serem..."
Czy potrafie napisa coś ponadto, co
zostało już napisane? Czy po przebytych kilometrach, kolejnych
porankach i zmianach mojego „tu” cos się we mnie zmieniło..?
chyba tak. Nie uczucie, ale swiadomosc.
Jestes, zyjesz w mojej glowie. I Tu
pozostaniesz. Tego nikt nie zdola mi odebrac.
„marze, (...) by obudzic się obok
Ciebie”
Dobrze, że jesteś.
I dobrze, że mówisz o tęsknocie, o marzeniu. O Niej.
P.S. Pięknie tam u Ciebie.